Rapcity.pl - najnowsze wiadomości ze świata hip-hopu
Redman, fot. mat. własne
Wczorajszy wieczór w Łodzi bez wątpienia przejdzie do historii jako jedno z najmocniejszych hip-hopowych wydarzeń tej wiosny. Redman wrócił do Polski i zrobił dokładnie to, czego można było się po nim spodziewać. Rozgrzał klub Larum do czerwoności, serwując przekrojowy set pełen klasyki i świeżego materiału.
Już od samego początku było jasne, że publika przyszła przygotowana. Odpowiednie ciśnienie zbudowały supporty, NTK oraz JWP/BC, które dostarczyły solidną dawkę klasycznego rapu i skutecznie podkręciły atmosferę przed głównym wydarzeniem. Szczególnie dobrze przyjęty został warszawski skład JWP/BC, którego klasyczny styl idealnie wpasował się w klimat wieczoru.
Kiedy na scenie pojawił się Redman, klub Larum eksplodował. 56-letnia amerykańska legenda od pierwszych minut złapała świetny kontakt z publicznością, nie tracąc ani chwili na zbędne wprowadzenia. Setlista była dokładnie tym, czego mogli oczekiwać fani, mieszanką nowości i klasyków, która udowodniła, że jego katalog jest ponadczasowy.
Redman wykonał dużo numerów z najnowszego albumu Muddy Waters Too. Lalala czy I’m on Dat Bullshit wybrzmiały z potężną energią, a publika bez problemu łapała refreny, jakby album był z nimi od lat. Klasyki takie jak Tonight’s da Night i Da Goodness wywołały natychmiastową reakcję tłumu, a kiedy poleciały legendarne zwrotki z Da Rockwilder czy 4,3,2,1 klub zamienił się w jeden wielki, pulsujący organizm.

Redman i Łódź – energia, która nie potrzebuje dowodów
Redman przez cały koncert podkreślał, jak bardzo ceni sobie polską publiczność. W kilku momentach zatrzymywał się, by podziękować za energię i przyznał wprost, że Polska to jedno z jego ulubionych miejsc do grania koncertów w Europie. Patrząc na reakcję fanów, trudno mu się dziwić.
Na scenie było wszystko, za co od lat ceni się Redmana, czyli luz, charyzma, kontakt z publiką i absolutny brak kalkulacji. To nie był występ „od-do”, tylko pełnoprawne hip-hopowe show, w którym liczyła się energia i autentyczność.
Po zejściu ze sceny raper nie zniknął od razu za kulisami. Zamiast tego wyszedł do fanów, podpisując płyty, winyle i wszelkiego rodzaju gadżety. Dla wielu uczestników była to okazja, by zamienić kilka słów z legendą, momenty, które często zostają w pamięci na długo po koncercie.
Występ w łódzkim Larum tylko potwierdził to, co wiadomo od lat, że Redman nie musi niczego udowadniać. A jednak za każdym razem robi to na nowo. Czystą energią, bezkompromisowym stylem i szczerością, której w dzisiejszym rapie wciąż brakuje. Jeśli ktoś miał wątpliwości, czy wciąż jest w formie, Łódź dostała jednoznaczną odpowiedź. Zobacz więcej w kategorii Koncerty w Polsce.

