Tomb w najnowszym wywiadzie mówi wprost, że „Polska scena wciąż goni Amerykę”. Raper, który od lat uchodzi za jednego z najlepszych technicznie graczy w kraju, rzuca nowe światło na kulisy branży. W rozmowie z Danielem Zadrożnym podczas gali Popkillery 2026, artysta poruszył tematy, które dla wielu wciąż są tabu, od zarobków na ghostwritingu, aż po obecność influencerów w hip-hopie.
Ghostwriting to wątek, który od lat elektryzuje fanów śledzących napisy końcowe pod teledyskami. Tomb, znany z niebywałej łatwości w składaniu skomplikowanych punchline’ów, oficjalnie potwierdził, że pisanie dla innych to jego „business as usual”. Choć przyznał, że zarabia na tym największe pieniądze, konsekwentnie odmawia ujawnienia listy płac.
„Nie mogę tego zdradzić. Pomidor” – uciął krótko, gdy padło pytanie o nominowanych na gali raperów, którzy mogą korzystać z jego pióra. Czy w polskim mainstreamie nastała era profesjonalnych songwriterów? Wszystko na to wskazuje.
Pogoń za USA i „spełnianie marzeń” przez Malika Montanę i Żabsona
Tomb w rozmowie dystansuje się od romantycznej wizji hip-hopu z lat 90. Dla niego rap to dzisiaj profesjonalny show-biznes, w którym liczy się monetyzacja i zasięgi. Artysta pochwalił ruchy takich graczy jak Malik Montana, Żabson czy Oki, zauważając, że ich współprace z Wizem Khalifą czy MGK’em to klucz do otwarcia polskich drzwi na świat.
„Polska ma bardzo dobre liczby. Raperzy mają 'sos’, żeby zapłacić te kilkanaście czy kilkadziesiąt tysięcy dolarów za taki fit. To jest spełnianie marzeń, a ja lubię patrzeć na takie rzeczy” – komentuje Tomb. Sam autor utworu Stoprolongata ma na koncie kolaboracje z takimi graczami jak Cassidy, Sean Price czy K-Rino co stawia go w unikalnej pozycji eksperta od amerykańskiego rynku.
Influencerzy na Popkillerach? „Nie ma co się obrażać”
Wielu ortodoksyjnych fanów kręci nosem na widok influencerów na rapowych eventach. Tomb ma jednak do tego pragmatyczne podejście. Według niego zacieranie się granic między sportowcami, influencerami a muzykami to proces nieunikniony.
„Każdy jest w pewnym sensie atencjuszem, skoro staje przed kamerą. To wszystko się miesza i będzie się przenikać. Tak się po prostu dzieje, tak jest wszędzie” – tłumaczy, podkreślając, że zamiast oceniać, woli obserwować ewolucję branży.
Mimo że artysta obecnie skupia się na pracy „w cieniu” i zapchanym kalendarzu (wspomniał o rychłym wyjeździe do Niemiec), jego ambicje pozostają niezmienne. Inspiracja płynąca od K-Rino, undergroundowej legendy technicznego rapu z Houston, wciąż pcha go do przodu. Dla Tomba cel jest jeden, być najlepszym pod względem warsztatu, nawet jeśli szeroka publika częściej słyszy jego słowa z ust innych wykonawców. Wywiady – rozmowy z raperami i ludźmi sceny hip-hop.



Tomb ogarnięty człek, szkoda, że sam nie rapuje już