Rapcity.pl - najnowsze wiadomości ze świata hip-hopu
Donguralesko, fot. poznanskirapcom
Jeśli myśleliście, że pseudonim jednego z najważniejszych graczy w historii polskiego rapu to efekt wielogodzinnych burz mózgów w agencji marketingowej, to mamy dla was kubeł zimnej wody. Historia ksywy Donguralesko (stylizowana na donGURALesko) to klasyczny poznański fyrtel, szkolna stołówka i… cyrkiel na ławce. Sprawdzamy, jak Piotr Górny stał się Dziadziorem polskiej sceny.
W świecie, gdzie raperzy prześcigają się w wymyślaniu coraz bardziej abstrakcyjnych pseudonimów, Donguralesko postawił na fundamenty. Ale droga od szkolnej ławki do statusu legendy, której ksywa zajmuje pół festiwalowego plakatu, była, delikatnie mówiąc, barwna.
Góral przez „u” otwarte? To nie błąd, to styl życia
Zacznijmy od podstaw. Skąd w ogóle „Góral”? Odpowiedź jest prostsza niż flow na pierwszych mixtejpach – od nazwiska. Piotr Górny na podwórku nie miał wyjścia. W tamtych czasach ksywy nadawało życie, a nie algorytm. Albo byłeś „Siwy”, bo miałeś jasne włosy, albo „Kapusta”, bo nazywałeś się Kapuściński.
„Nikt nie wymyślał ksyw. Nie nazywam się MC One Two Three Four, bo tak sobie wymyśliłem” – ucina krótko Gural w wywiadzie dla kanału poznańskirapcom.
Co ciekawe, młody Piotr, ryjąc ksywę cyrklem na szkolnych ławkach, świadomie wybierał „Góral” przez „u” otwarte. Dlaczego? Dla przekory. Do dziś zresztą bawi go fakt, że ortograficzni puryści próbują go poprawiać, nie rozumiejąc, że ten błąd jest wpisany w DNA jego marki.
Don Escobar, czyli blichtr na miarę Poznania
Samo „Góral” to jednak było za mało dla ambitnego rapera. Skąd wziął się ten latynoski sznyt? Tutaj wjeżdża fascynacja raperów prestiżem, nawet tym nieco… tanim.
Miało być prestiżowo. Jak don Corleone, jak włoska mafia, jak luksus, o którym marzył każdy chłopak z bloku. A Esco? Tutaj sprawa jest jasna, Pablo Escobar. Choć Gural dziś z uśmiechem przyznaje, że „nie popisał się” tą inwencją, to połączenie zyskało własne życie.
Efekt? Donguralesko. Nazwa długa, skomplikowana i jak sam zauważa, brzmiąca nieco jak imię gwiazdy cygańskich pikników. Ale ma to swój cel. Długa ksywa to więcej miejsca na plakatach i naturalny filtr dla „mniej gramotnych” słuchaczy, którzy mają problem z jej wymówieniem.
Zanim Gural zaczął nawijać o „betonowych lasach”, na szkolnych korytarzach znany był jako Kotlet. Historia tego przydomka jest boleśnie szczera. Piotr miał po prostu nieposkromiony apetyt. Zjadał porcje za kolegów, którzy nie dopisywali na stołówce, i tak oto narodziła się legenda „Kotleta”. Jak sam mówi: „Miałem nieposkromiony apetyt na życie”. Trzeba przyznać, że to całkiem niezła metafora późniejszej kariery w branży muzycznej.
Dziadzior – czyli jak oswoić starość zanim przyjdzie?
Dziś Gural coraz częściej posługuje się alter ego Dziadzior. To nie był przypadek, a genialne zagranie psychologiczne. Raper przyjął tę ksywę lata temu, żeby… zabezpieczyć się przed kryzysem wieku średniego. Nazwanie siebie „dziadkiem” zawczasu sprawiło, że upływ czasu przestał być straszny. Dziadzior stał się integralną częścią jego twórczości. To ten mroczniejszy, bardziej doświadczony „Mr. Hyde”, który na koncertach potrafi roznieść scenę.
Wojna o ksywę w sieci
Niestety, posiadanie unikalnej ksywy ma też ciemne strony. Gural wylał sporo gorzkich słów na pewnego youtubera o podobnym pseudonimie, którego patologiczne zachowania w sieci zaczęły być mylone z twórczością rapera. Skończyło się na prawnikach, rejestracji znaków towarowych i walce o dobre imię. To nauczka dla wszystkich, że ksywa to nie tylko napis na koszulce, to marka, o którą trzeba dbać z „papugami” (prawnikami) u boku.
Więcej w kategorii Polski rap.

