Kabe wrzuca kolejny singiel i robi to dokładnie tak, jak zdążył nas już przyzwyczaić, bez przestojów, bez zbędnych zapowiedzi, za to z konkretnym klimatem. Po lutowym numerze Tantiemy dostajemy Shawty, numer skrojony pod nocne jazdy, klubowe światła i styl życia, który Kabe konsekwentnie buduje od dłuższego czasu.
Za produkcję Shawty odpowiada PSR, co już samo w sobie sugeruje odpowiedni poziom jakości. Bit jest lekki, pulsujący i idealnie wpisuje się w estetykę nowoczesnego brzmienia z imprezowym twistem. Nie ma tu miejsca na zbędne kombinowanie.
Shawty to klasyczny Kabe, czyli luz, pewność siebie i obrazki z życia, które balansuje między luksusem a nocnym chaosem. Sheraton, dwa telefony, błysk diamentów i kobiety, to wszystko buduje klimat utworu, który bardziej niż historią jest vibe’em.
Refren wpada w ucho od razu i ma potencjał, żeby szybko zadomowić się w klubach i na playlistach: „Dzisiaj śpię w sheratonie, shawty goin’ crazy. Co dzień dwa telefony w klubie tak jak Sterling…”.
Stylówka i konsekwencja
W zwrotkach Kabe nie odchodzi od swojego sprawdzonego stylu. Luksusowe marki, relacje bez zobowiązań i szybkie tempo życia. To wszystko wraca jak motyw przewodni jego twórczości. Można powiedzieć, że raper gra na znanym boisku, ale robi to na tyle sprawnie, że trudno się tym znudzić.
Druga zwrotka dokłada trochę bardziej „brudnego” klimatu, jest zmęczenie, alkohol, nocne myśli. To dalej impreza, ale już z lekkim cieniem, który dodaje numerowi charakteru.
Warto przypomnieć, że Kabe zbliża się do rocznicy wydania albumu Widok na morze, stworzonego wspólnie z Opiatem. Od tamtego czasu nie było ciszy, wręcz przeciwnie. Gościnne zwrotki, single i ciągła obecność na scenie pokazują, że jego kariera nie zwalnia ani na moment. Shawty to kolejny dowód na to, że Kabe dokładnie wie, co robi i komu to serwuje. Bez eksperymentów, ale z pełną kontrolą nad własnym stylem. Więcej w kategorii Polski rap.



