RZA mówi jak Kanye West nazwał go swoim bohaterem

RZA: Kanye West nazwał mnie swoim bohaterem

RZA, fot. Flagrant Clips

W świecie hip-hopu niewiele jest postaci, których autorytet jest tak niepodważalny jak RZA. W najnowszym wywiadzie dla kanału Flagrant Clips, architekt brzmienia Wu-Tang Clanu rzuca nowe światło na swoje relacje z Kanye Westem i Jayem-Z, wspominając czasy, gdy nikt nie wierzył w jego producenckie skille, a sample kupowało się za „stówę” pod ladą w nowojorskich sklepach z winylami.

Wielu słuchaczy od lat debatuje nad tym, jak bardzo styl „soulful sampling”, który wyniósł Kanye Westa na szczyt w erze The College Dropout, opierał się na fundamentach wylanych przez RZA na Enter the Wu-Tang (36 Chambers). Sam RZA nie ma co do tego wątpliwości, ale zamiast przypisywać sobie zasługi, z wrodzoną skromnością cytuje samego Westa.

„Kiedyś zapytano Kanye w wywiadzie, kto jest jego bohaterem. Odpowiedział krótko: RZA” – wspomina lider Wu-Tang.

To jednak nie koniec rewelacji. RZA przywołał moment wydania kultowego The Blueprint Jaya-Z (2001). Gdy zadzwonił do Jiggi, by pogratulować mu brzmienia albumu, usłyszał w słuchawce szczere wyznanie: „Stary, przecież ja cały ten 'blueprint’ wziąłem od was”. To ostateczny dowód na to, że surowa, brudna estetyka Staten Island była paliwem dla mainstreamowego sukcesu Roc-A-Fella Records.

Od czterośladu do miliona dolarów

Dziś RZA jest ikoną, ale początki nie należały do łatwych. Jako Prince Rakeem w 1991 roku był postrzegany wyłącznie jako raper. „Nikt nie pozwalał mi robić bitów. Nie ufali mi. I w sumie mieli rację. Mój setup to był czteroślad i gramofony” – przyznaje ze śmiechem.

Przełomem była wizyta u legendarnego Marleya Marla. RZA wspomina, jak jako nastolatek koczował pod stacjami radiowymi, byle tylko zobaczyć swojego idola. Gdy w końcu trafił do jego domu, zobaczył coś, co zmieniło jego postrzeganie biznesu. Zobaczył potężną konsolę mikserską SSL, wartą wówczas fortunę, oraz bezpośrednie łącze radiowe pozwalające na nadawanie prosto z salonu.

To wtedy narodziła się ambicja, by kontrolować proces twórczy od A do Z. Motywacja była też finansowa. Kiedy RZA dowiedział się, że za jeden bit można dostać 35 tysięcy dolarów (co na początku lat 90. było kwotą astronomiczną), zrozumiał, że produkcja to klucz do prawdziwego imperium.

Biznes na samplach: „James Brown za stówę”

RZA barwnie opisał wizyty w nowojorskim Village Records, gdzie właściciele doskonale wiedzieli, jakiej „ropy” szukają producenci. Sklepy podnosiły ceny rzadkich płyt z soulem i funkiem do 100 dolarów za sztukę. Wiedzieli, że jeśli producent kupi u nich winyl Jamesa Browna za 100$, to zaraz zrobi z tego hit i sprzeda podkład za dziesiątki tysięcy.

RZA kończy rozmowę ważną lekcją o pokorze i ewolucji. Porównuje siebie do jaskiniowca, który jako pierwszy odkrył ogień. Nie ma pretensji o to, że inni, jak Kanye West czy Just Blaze, wzięli ten ogień, by zbudować nowoczesne piece. Dla niego hip-hop to ciągła wymiana energii: „Each one teach one”. Zobacz więcej w kategorii Rap zagraniczny.

Źródło wideo: Flagrant Clips
Wiktor Celinski
Wiktor Celinski

Śledzi scenę hip-hopową z USA, ze szczególnym zamiłowaniem do nowojorskiego rapu i jego kultury. Najbardziej ceni klasyczny klimat East Coastu.

Artykuły: 5