Rapcity.pl - najnowsze wiadomości ze świata hip-hopu
Fot. kadr z teledysku Tech N9ne - Einstein
Są płyty, które definiują epoki, i są takie, które całkowicie rozsadzają gatunkowe ramy od środka. Gdy w 2001 roku świat po raz pierwszy usłyszał Anghellic, mało kto spodziewał się, że ten niezależny cios z Missouri na stałe przemaluje mapę amerykańskiego rapu. Dziś, dokładnie dwadzieścia pięć lat po tym przełomowym momencie, Aaron Dontez Yates postanowił złożyć hołd fundamentom swojej kariery.
Wydawnictwu Strange Music towarzyszy świeżo wypuszczony, oficjalny teledysk do kultowego numeru Einstein, który wjeżdża do sieci w ramach hucznej premiery zremasterowanej edycji Anghellic: The Resurrection (25th Year Anniversary Remaster).
Gdy szaleństwo spotyka inżynieryjną precyzję
Einstein od zawsze był jednym z tych utworów, które obnażały techniczny fenomen Tech N9ne’a. Kiedy wchodził na bit Don Juana, jego szybkie jak karabin maszynowy flow i psychodeliczna wrażliwość tworzyły miksturę, do której mało kto w branży miał podbić. Nowy teledysk nie próbuje na siłę silić się na sztuczną nostalgiczność z epoki początku millenium. Zamiast taniego odgrzewania kotletów dostajemy wizualny spektakl o filmowym zacięciu, który idealnie rezonuje z agresywną, niepokojącą aurą utworu.
Oryginalne Anghellic nieprzypadkowo zyskało status kultowego. Podzielone na konceptualne akty nawiązujące do boskiej komedii Dante, balansowało na krawędzi horrorcore’u, introspekcji i bezwzględnej krytyki przemysłu muzycznego. Po dwudziestu pięciu latach ta mroczna estetyka wcale nie straciła na sile. Wręcz przeciwnie, w dobie wykalkulowanego, algorytmicznego hip-hopu, bezkompromisowość Tech N9ne’a brzmi bardziej świeżo niż kiedykolwiek.
Nowe życie klasycznych bangerów
Za rocznicowy miks i mastering odpowiedzialny jest stały współpracownik artysty, Ben „Bengineer” Cybulsky, który pod okiem samego gospodarza wyciągnął z analogowych ścieżek zupełnie nową dynamikę. Bas potęguje ciśnienie, wokale tną miks z chirurgiczną precyzją, a całe wydawnictwo, rozbudowane do dwudziestu dwóch pozycji, z pewnością udowadnia, że imperium Strange Music nie wzięło się z przypadku.
Dla wiernych fanów (tzw. Technicians) to nie tylko sentymentalna podróż do czasów, gdy rap pisał własne, mroczne reguły gry, ale też dowód na to, że prawdziwy niezależny artysta nie starzeje się wcale. On po prostu czeka na odpowiedni moment, by znów wywrócić stolik.
Zobacz więcej w kategorii Rap zagraniczny.





